Archiwa IPN: Daniel Passent

Posted: 21 marca 2012 in 729, daniel, dydymus, ipn, judeopolonia, ligaswiata, nwo, passent, polska, syjonizm, teczki, wojciechdydymski, worldleague

Daniel Passent

Imię i nazwisko: Daniel Passent

Data urodzenia: 28.04.1938
Narodowość: Żydowska
Sygnatura teczki: IPN BU 002086/385, IPN BU 002086/758

Opis:
Dziennikarz i dyplomata, wieloletni felietonista tygodnika społeczno-politycznego Polityka i były ambasador RP w Chile, także tłumacz, satyryk i autor książek.

{źródło: wikipedia}
TAJNY WSPÓŁPRACOWNIK ZBRODNICZEJ SŁUŻBY BEZPIECZEŃSTWA
IPN BU 00 2086/385/Jacket; Lp: 4277
Topografia: WAT/C 8/2, Klaser 001, Szuflada 06
Nazwa zespołu: MSW II
Nazwa serii: Sygnatura I
Sygnatura: IPN: IPN BU 002086/385
Sygnatura dawna: 9931/I; Numer mikrofilmu: 8289/1
Passent Daniel, imię ojca: Bernard,
Data urodzenia: 28-04-1938,
Pseudonim: Dan, John, Daniel
Warszawa, dnia 2 stycznia 1961 r.
TAJNE
Egz. Nr 1
RAPORT
z przeprowadzonej rozmowy z Passentem Danielem – kontaktem attache kulturalnego ambasady USA Richmonda
Rozmowę z Passentem Danielem przeprowadziłem częściowo w miejscu jego pracy oraz w kawiarni. Na rozmowę umówiłem się z nim telefonicznie. W związku z tym, iż w miejscu pracy po godz. 15.00 przychodzili różni interesanci udaliśmy się do kawiarni. Wymieniony był pweny, iż chciałem poprzez niego dać jakiś artykuł do prasy. Na wstępie oznajmiłem mu, iż orientuję się o utrzymywanych przez niego znajomościach z cudzoziemcami. Początkowo wymieniony był trochę zdenerwowany, co w końcowej fazie rozmowy wyjaśnił jako obawy, iż możemy mieć do niego pewne pretensje o utrzymanie kontaktów z cudzoziemcami.
Znajomość z Richmondem była dla niego pierwszą znajomością z dyplomatą państw zachodnich. Wymieniony wyjaśnił najpierw przyczyny, które spowodowały zwrócenie się Richmonda do niego o spotkanie. Otóż opracował on długi problemowy artykuł na temat stypendiów zagranicznych dla obywateli polskich fundowanych przez różne instytucje państw kapitalistycznych. Między innymi poruszył sprawę stypendiów USA. W artykule tym krytycznie ustosunkował się do systemu przyznawania stypendiów naukowcom polskim, których chcą typować fundatorzy co oczywista nie odpowiada nam. Po ukazaniu się tegoż artykułu w „Polityce” za dwa dni otrzymał telefon od Richmonda. Richmond przedstawił mu się jako pracownik Wydziału Kulturalno-Prasowego Ambasady USA oraz wyraził chęć spotkania się z nim w celu porozmawiania na temat powyższego artykułu.
Umówili się na obiad w „Bristolu”, gdzie też spotkali się.
Passent początkowo myślał, iż Richmond chce dowiedzieć się o ostatnich przesunięciach etatowych na kierowniczych stanowiskach w ich redakcji i artykuł jest tylko pretekstem. Nie wiedział w jaki sposób zachować się względem Richmonda na wypadek pytania się jego o te sprawy. Dlatego też poinformował kierownictwo redakcji o spotkaniu z Richmondem i swoich obawach związanych z tym spotkaniem oraz zapytał się czy w ogóle ma iść na to spotkanie. Kierownictwo redakcji tj. naczelny redaktor Rakowski i jego zastępca uznali, iż powinien pójść na spotkanie lecz winien unikać dyskusji na temat spraw wewnętrznych redakcji.
Passent na wyznaczone spotkanie z Richmondem poszedł. Spotkał się z Richmondem w hallu „Bristolu” i weszli na obiad do restauracji. Na wstępie prowadzonej rozmowy Richmond nawiązał właśnie do napisanego przez niego artykułu na temat stypendiów oznajmiając, iż zainteresował go, gdyż on między innymi z ramienia ambasady USA zajmuje się stypendiami w USA. Urywek tego artykułu dot. stypendiów amerykańskich polecił umieścić w biuletynie wydawanym przez ambasadę USA razem z ambasadą angielską. Nie wyrażał żadnej własnej oceny wydrukowanego artykułu, a jedynie usiłował wszcząć z nim dyskusję na ten temat tj. ażeby mu szerzej naświetlił tę sprawę.
Dyskusja na ten temat nie rozwinęła się, gdyż Passent ograniczył się do powtórzenia zawartych w artykule tez. Dalsza rozmowa była prowadzona na ogólne tematy tzn. perspektyw rozwinięcia wymiany kulturalnej między USA i Polską, wyświetlanymi filmami amerykańskimi w Polsce. W rozmowie tej Richmond zaczął opowiadać mu o swej karierze dyplomatycznej. Do służby dyplomatycznej miał wstąpić po wyzwoleniu. Do 1952 r. pracował na placówkach amerykańskich w Niemczech Zachodnich i Berlinie Zachodnim. Później był na placówce USA na Dalekim Wschodzie tj. Indonezja, Wietnam i Tajwan. W Polsce jest już dwa lata. Z Polski ma być przeniesiony do Jugosławii lub Bułgarii. Passent nie mógł zrozumieć sensu tych zwierzeń Richmonda. Przypuszcza, iż chciał go tym zainspirować do podobnych swych (…)
Nie znając żony Richmonda przywitał się ze służącą figuranta co ten przyjął ze skwaszoną miną. Początkowo sądził Passent, iż wszyscy goście zaproszeni są cudzoziemcami, gdyż wszyscy rozmawiali w języku angielskim, który bardzo dobrze znali. Razem wszystkich z nim było 12 osób tj. profesor z UW z żoną, których nie zna /żona profesora ma tłumaczyć jakieś książki amerykańskie na język polski/, starsza pani lat 50, Polka, nazwiska też nie zna, sekretarz ambasady indyjskiej Waz oraz pozostali Amerykanie, a których nazwisk nie zna. Przyjęcie odbywało się przy trzech stolikach, przy każdym z nich siedziały cztery osoby. Passent siedział przy stoliku w towarzystwie żony Richmonda, Waza oraz starszej pani, Polki. Rozmowa była prowadzona na bardzo ogólnikowe i banalne tematy, jak działalność klubu nudystów w Szwecji, nowych gwiazd filmowych na zachodzie itp. Tj. takie tematy jakie mogą prowadzić ze sobą ludzie, którzy pierwszy raz się spotkali. O czym rozmawiali przy innych stolikach trudno mu coś powiedzieć, gdyż grzeczność nie pozwalała mu na podsłuchiwanie lub nawiązywanie z kimś jakichś rozmów. Jedynie Waz kilkakrotnie wtrącił swoje uwagi i duże słowa uznania dla rozwoju budownictwa w Polsce, lecz panie będące w towarzystwie nie wykazały żadnych chęci prowadzenia dyskusji na ten temat i powrócono znów do tematu poprzedniego.
Około godz. 22.00 profesor z żoną zaczęli wybierać się do odejścia co też Passent uczynił, a za jego przykładem poszła starsza pani i Waz. Wszyscy razem wyszli. Richmond wszystkich pożegnał w hallu swego mieszkania. Rozmówca Richmondowi podziękował za przyjęcie i mile spędzony wieczór, lecz figurant jak przy pierwszym spotkaniu nie zdradził żadnych chęci następnego spotkania.
Po wyjściu na ulicę małżeństwo /profesor i żona/ pożegnało się z nimi i udało się na przystanek trolleybusowy. Natomiast oni w trójkę /Waz, starsza pani i on/ udali się pieszo do ul. Marszałkowskiej, gdzie pożegnała ich starsza pani. On w towarzystwie Waza udali się w kierunku swego miejsca zamieszkania na ul. Polną /zamieszkują w pobliżu na jednej ulicy/. W czasie drogi rozmawiali na temat rozwoju gospodarczego PRL oraz perspektyw wzrostu wymiany handlowej między Polską a Indiami. Przy tym wyrażał dużą sympatię dla Polski i narodu polskiego. Z rozmowy powyższej Passent zorientował się, że Waz bardzo dobrze zna Polskę, interesuje się wszystkim co tylko jest w Polsce budowane, czyta szczegółowo całą prasę polską, gdyż często nawiązywał do drukowanych artykułów w różnych dziennikach. Przy rozstaniu Waz wrażał chęci jeszcze spotkania się z Passentem w związku z czym wymienili między sobą telefony i umówili się, że skontaktują się po Nowym Roku.
Po zreferowaniu mi przez Passenta całości znajomości z Richmondem i Wazem zapytał się mnie wymieniony czy nie mamy do niego o to jakichś pretensji oraz czy dobrze zachował się. Odpowiedziałem mu, że z tego, co mi powiedział uważam, że zachował się bardzo dobrze i nie mamy do niego żadnych pretensji. Zwrócił się wymieniony, ażeby udzielić mu wskazówek jak ma zachować się na przyszłość, gdyby znów znalazł się w takiej sytuacji jak powyżej tj. otrzymał zaproszenie do jakiegoś dyplomaty na spotkanie. Liczył się jeszcze z ewentualnością otrzymania zaproszenia do Richmonda oraz Waza. Przy tym oznajmił mi, iż ma zamiar odwzajemnić się Richmondowi za zaproszenie na kolację i chce poprosić go do siebie do domu lub jakiegoś lokalu i czy wskazane jest, ażeby to uczynił. Oznajmiłem mu, ażeby w stosunku do wszystkich dyplomatów nie pozwolił się poniżać, traktował ich jak równych partnerów, a w rozmowach na tematy polityczne i ekonomiczne kraju wyprowadzał na tyle swoje wiadomości na ile ukazują się one w prasie. Nadmieniłem, iż nie mam zastrzeżeń do utrzymywania przez niego dalszych kontaktów z Richmondem i Wazem, lecz chciałbym, ażeby po każdym takim spotkaniu z cudzoziemcem podzielił się ze mną swoimi spostrzeżeniami.
Stanowiskiem moim Passent ucieszył się oraz wyraził chętnie zgodę na poinformowanie mnie o przebiegu każdego spotkania. Zwrócił się o podanie mu mojego numeru telefonu, to jeżeli ktoś z cudzoziemców będzie chciał się z nim spotkać powiadomi mnie i zwróci się o instruktarz jak ma się zachować. Zaznaczyłem wymienionemu, żeby do nikogo nie zwracał się w sprawie swego postępowania w stosunku do dyplomatów, a jeżeli ma jakieś wątpliwości winien ze mną skomunikować się. Na zakończenie rozmowy zastrzegłem wymienionemu, ażeby nikomu nie mówił o fakcie i treści rozmowy ze mną, co przyjął do wiadomości i przyrzekł, iż zachowa to dla siebie. Podałem wymienionemu telefon nr 811-69 i będzie prosił Przemysława.
Wnioski i spostrzeżenia
Passent Daniel jest osobą wychowaną w rodzinie komunistycznej. Ojciec, wujek i inna rodzina przed 1939 r. należeli do KPP. Do pracy dziennikarskiej był angażowany przez dziennikarzy, członków PZPR jak Gotesmana, Podkowińskiego i innych, którzy uczyli go sztuki dziennikarskiej. Za ich też protekcją otrzymał pracę w redakcji „Polityka”, gdzie jest kierownikiem działu krajowego. Według jego słów uważany jest za jednego ze zdolniejszych młodych dziennikarzy. W/w robi wrażenie człowieka o dużym zapale dziennikarskim.
Wymieniony w rozmowie starał się w dużych szczegółach opowiedzieć mi całokształt przebiegu znajomości z Richmondem. Uważam, iż swoje spostrzeżenia mówił szczerze. Zależy mu bardzo na karierze dziennikarskiej i nie chciał ażeby jakieś utrzymywane kontakty z cudzoziemcami były przeszkodą w tym.
W ogóle oceniam wymienionego jako osobę rokująca duże perspektywy w możliwościach wykorzystania go operacyjnie. Dlatego też uważam za wskazane podtrzymanie z wymienionym kontaktu i po każdym jego spotkaniu z Richmondem i Wazem przeprowadzić z nim rozmowę.
OFIC. OPER. WYDZIAŁU VIII DEP. II
/P. ADACH POR./


Warszawa, dnia 14 VII 61 r.
Źródło: „Daniel”
Przyjął: Adach
DONIESIENIE
W czasie pobytu w Polsce amerykańskich koszykarzy Harlem Globtrotters zaproszony zostałem na przyjęcie do Ambasady USA. Na przyjęciu rozmawiałem prawie cały czas z p. Stullem, Jonesem, Rogowskim /„Przekrój”/ i jednym z koszykarzy. Rozmowa była lekka, dotyczyła Hiszpanii /dokąd Amerykanie jadą na urlop/, kuchni, polskiej restauracji w Londynie etc. Tematów politycznych rozmowa nie dotyczyła, co było szczególnie jasne, jeśli weźmie się pod uwagę skład rozmawiających /koszykarz, „Przekrój” etc./.
W kilka dni późnej p. Jones zapraszał mnie na obiad do Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich, telefonując do mnie do redakcji. Rozmowa dotyczyła sytuacji międzynarodowej, w szczególności kwestii Berlina i Kuby. P. Jones sprawia wrażenie człowieka niezbyt inteligentnego, pewnego siebie i siły swojego kraju. Jones z trudem przyznaje nawet najbardziej oczywiste porażki rządu USA, jak np. nieudana interwencja na Kubie. P. Jones gratulował również naszej gazecie sukcesu związanego z publikacją wyznań Reichmanna. Spraw polskich rozmowa nie dotyczyła. Na marginesie – rozmowa w ogóle była ospała, i chociaż obiad trwał krótko /godzinę/, to często przerywany był milczeniem. Rozstaliśmy się bez żadnych zobowiązań, dziękując sobie za towarzystwo.
W kilka dni później zaprosił mnie p. Stull. Obok mnie zaproszone były jeszcze dwie osoby z naszej redakcji Rakowski i Małcużyński. Na przyjęciu u p. Stulla było kilkadziesiąt osób. Z Polaków – prof. Kołakowski, red. Małcużyński z małżonką, oraz pewien dziennikarz pracujący m.in. dla jednej z gazet szczecińskich. Siedziałem przy stoliku wraz z żoną p. Jonesa, korespondentem „Frankfurter Allgemeine Zeitung”, korespondentem NWDR oraz jakimś młodym Amerykaninem. Rozmowa dotyczyła języków obcych. Na tematy polityczne rozmawiałem z korespondentem NWDR. Przedmiotem rozmowy były stosunki polsko-niemieckie. Korespondent NWDR sprawia wrażenie b. inteligentnego, wyrażał się b. krytycznie o polityce Adenauera. Z gospodarzem – p. Stullem – rozmawiałem krótko, nie pamiętam już o czym. W każdym razie sprawia on wrażenie człowieka o wysokiej kulturze, nie mający nic z zacietrzewienia charakterystycznego dla Jonesa. Rozmawialiśmy o II wojnie światowej. P. Stull wykazał świetną znajomość historii. Pożegnawszy się wyszedłem wraz z red. Małcużyńskim.


W-wa, dn. 14 VII 61
Tajne
Źródło: „Daniel”
Przyjął: Adach
DONIESIENIE
Alfreda Vaza znam od kilku miesięcy. Poznałem go na jednym z przyjęć dyplomatycznych. Byłem u niego dwukrotnie na kolacji. Raz z udziałem red. Brodzkiego, raz w towarzystwie jednego z pracowników PAN.
P. Vaz jest człowiekiem młodym, /28 lat/ bardzo wykształconym, dobrze zna język polski i stosunki polskie, a nawet historię Polski.
P. Vaz ma lewicowe zapatrywania, jest człowiekiem postępowych poglądów. Interesuje się kulturą i sztuką i na tej płaszczyźnie zawarliśmy naszą znajomość.
P. Vaz był u mnie raz na kolacji. Obecny był również zastępca naczelnego redaktora „POLITYKI” red. Radgowski i sekretarz redakcji red. Fikus.
P. Vaz wyjeżdza za kilka tygodni na stałe z Polski do Brukseli. Nie zapoznał mnie z żadnym pracownikiem ambasady Indii. Łączą go więzy przyjaźni z wieloma odpowiedzialnymi pracownikami różnych instytucji polskich.
Informacja
„Daniel” zapoznał się z Vazem na przyjęciu w grudniu 1960 r. u Richmonda. Na początku 1961 r. Vaz zadzwonił do niego do pracy i zaprosił do siebie do domu. Od tego czasu zawiązała się między nimi nić znajomości. Dość często do siebie dzwonili oraz kilkakrotnie spotykali. „Daniel” był razem z Vazem dwukrotnie na weekendzie poza Warszawą samochodem figuranta. „Daniel” zapoznał Vaza ze swą narzeczoną córką ambasadora Kuryluka, którego bardzo dobrze okazało się że zna figurant. Rozmowy zawsze prowadzili na temat kultury i sztuki. Vaz bardzo dobrze mówił po polsku. Z dotychczasowej znajomości Vaza uważa go za człowieka o wysokiej inteligencji i bardzo przyjaźnie ustosunkowany do PRL. Vaz nieraz wyrażał duży podziw dla rozwoju gospodarczego Polski. „Daniel” poza Vazem nikogo więcej z ambasady indyjskiej nie zna i wraz z wyjazdem wymienionego z Polski przerwane zostaną jego kontakty z tą placówką.
W rozmowie tej „Daniel” podał, że nie podobało mu się zachowanie jednej pracownicy (Polki) ambasady indyjskiej na przyjęciu wydanym z okazji święta ich narodowego. Pracownica ta chodziła od jednej osoby do drugiej i każdego pytała jak się nazywa i gdzie pracuje. Nieraz powtarzała te czynności, co tłumaczyła, że zapomniała. Pytała się też jednej osoby kim jest inna osoba, do której nie miała śmiałości podejść. Robiła to w tak bezpośredni sposób, co wyglądało nie bardzo przyjemnie. Jest to kobieta lat około 45 i wg orientacji „Daniela” ma pracować w wydziale kulturalnym tejże ambasady.
W najbliższych dniach „Daniel” wyjeżdża do Węgier i po powrocie skontaktuje się ze mną telefonicznie.
Ofic. Oper. Wydz. VIII
/Adach P. por./


Warszawa, dnia 27 lipca 1962 r.
Tajne
NOTATKA SŁUŻBOWA
Zestawienie wyjazdów zagranicznych Passenta Daniela
– W latach 1948-50 przebywał w Berlinie z Prawinami.
– W latach 1955-56 przebywał w ZSRR na studiach.
– W sierpniu 1959 r. przebywał w Jugosławii na międzynarodowym seminarium ekonomicznym. Wyjechał z ramienia Zrzeszenia Studentów Polskich na zaproszenia Związku Studentów Jugosławii.
– W październiku 1959 r. przebywał na obozie studenckim w Bułgarii.
– Od października do grudnia 60 r. przebywał we Francji w celu zebrania materiałów do reportaży. Wyjechał na zaproszenie Ewy Rotbert z Paryża, która zapewniła mu utrzymanie i zamieszkanie w czasie pobytu we Francji. Koszty podróży pokrywała RSW „Prasa”, przez którą był on delegowany.
– W lipcu 1961 r. przebywał prywatnie na Węgrzech.
– We wrześniu 1961 r. przebywał w Czechosłowacji na zaproszenie tygodnika „Tvorba”, w celu zebrania materiałów prasowych. Koszty podróży pokryte zostały przez RSW „Prasa”.
– W grudniu 1961 r. przebywał w ZSRR dokąd był delegowany przez RSW „Prasa” w celu napisania cyklu reportaży w związku z popularyzacją problematyki XXII KPZR.
– W dniu 25 VIII 62 r. wyjeżdża do USA na roczne stypendium Uniwersytetu Princeton Stan New Jersey.
St. Oficer Operac. Wydz. VIII
/P. Adach kpt./


Warszawa, dnia 30 listopada 1962 r.
Tajne spec. znaczenia
CHARAKTERYSTYKA
kp. ps. „Daniel”
Wymieniony jest sierotą. Rodzice jego zginęli w czasie drugiej wojny światowej. Ojciec był z zawodu inżynierem agronomem, zaś matka pielęgniarką.
Okres okupacji „Daniel” spędził w Warszawie przebywając na wychowaniu u krewnych i znajomych. Po wyzwoleniu do 1948 r. przebywał na wychowaniu w wujka Kolina w Częstochowie. Przez cały czas po śmierci rodziców, pozostawał pod opieką wujostwa Anny i Jakuba Prawinów, którzy w 1948 r. wzięli go na całkowite swe wychowanie. W tym roku też zabrali go ze sobą do Berlina, gdzie Jakub Prawin był szefem Polskiej Misji Wojskowej. W Berlinie przebywał do 1950 r. uczęszczając do szkoły im. B. Bieruta. W 1950 r. powrócił razem z Prawinami do Warszawy i zamieszkał przy ul. Polnej 3C m. 31, gdzie zamieszkiwał do chwili wyjazdu do USA.
„Daniel” formalnie jest zameldowany na ul. Angorskiej 14 m. 31. W 1955 r. ukończył szkołę średnią im. K. Świerczewskiego po czym wyjechał na studia do Związku Radzieckiego. Jednakże po roku powrócił do Warszawy i rozpoczął studia na Wydziale Ekonomicznym UW, które ukończył w 1960 r.
W okresie uczęszczania do szkoły średniej, a później studiów na UW należał do ZMP, gdzie brał dosyć aktywny udział w życiu tej organizacji. Pod koniec studiów zaczął pisać artykuły do „Sztandaru Młodych” i po pewnym czasie stał się stałym korespondentem tego pisma.
Po ukończeniu studiów rozpoczął pracę jako etatowy pracownik redakcji „Polityka”, gdzie po krótkim czasie awansował na kierownika działu krajowego. Jednakże z uwagi na nawał pracy administracyjnej na początku 1962 r. zrezygnował ze stanowiska kierownika działu poświęcając się wyłącznie pracy dziennikarskiej.
Jak wynika z naszych informacji cieszył się on w redakcji opinią zdolnego i dobrze zapowiadającego się dziennikarza. Tacy dziennikarze jak Gotesman, Brodzki i Podkowiński otaczają go opieką jako dawni przyjaciele jego rodziców.
W drugiej połowie 1960 r. na łamach „Polityki” ukazał się cykl artykułów wymienionego na temat stypendiów zagranicznych. Artykuł powyższe były początkiem zainteresowania się jego osobą przez niektórych dyplomatów amerykańskich w Warszawie jak: attache kulturalnego Richmonda, I sekretarza politycznego Stulla, II sekretarza politycznego Jonesa, którzy nawiązali z nim kontakty towarzyskie.
Celem wyjaśnienia powyższych kontaktów w styczniu 1961 r. przeprowadzono rozmowę z „Danielem”. Wyjaśnił on dosyć szczegółowo swą znajomość z dyplomatami amerykańskimi. Z uwagi na dalsze spotkania wymienionego z cudzoziemcami podtrzymano z nim stały kontakt poufny. Spotkania odbywano z nim sporadycznie, podczas których przekazywał on informacje dotyczące naszych figurantów. W czasie spotkań wymieniony często wyrażał pewne wątpliwości, czy nie mamy w stosunku do niego jakiś zastrzeżeń i dlaczego interesujemy się nim. Mimo zaprzeczeń z naszej strony wątpliwości te u „Daniela” w dalszym ciągu istniały, czego dowodem może być wyrażenie chęci przeprowadzenia rozmowy na ten temat z kimś z kierownictwa MSW, oraz zwrócenia się do tow. Starowicza z zapytaniem, czy jego kontakty z dyplomatami zachodnimi nie są źle widziane przez władze partyjne. Szczególnie uwidaczniało się to w styczniu 1962 r. gdy po jego powrocie z podróży do ZSRR i ukazaniu się jego reportaży w „Polityce” dyplomaci amerykańscy ponownie zaczęli nawiązywać z nim kontakty. Zadzwonił wówczas do tow. Alstera i zapytał czy może pójść na przyjęcie do dyplomaty amerykańskiego, czy też lepiej byłoby aby unikał takich spotkań. Po tej rozmowie wymieniony przerwał dalsze kontakty z dyplomatami amerykańskimi tłumacząc się brakiem czasu.
Po kilku miesiącach ponownie kilkakrotnie skontaktował się z I sekretarzem politycznym Stullem, z którym m.in. załatwiał sprawę swego stypendium w Stanach Zjednoczonych. Kontakty te ograniczały się w zasadzie do kilku krótkich spotkań ze Stullem w ambasadzie, oraz kilku rozmów telefonicznych.
Na uwagę zasługują okoliczności przyznania stypendium kp. „Daniel” przez Fundację Fellowship Uniwersytetu Princeton, stanu New Jersey. Według naszej informacji w/wym. Uniwersytet zwrócił się w 1951 r. do Ambasady USA w Warszawie z prośbą o wytypowanie i zgłoszenie im odpowiedniej kandydatury z Polski. Sprawą tą zajął się I sekretarz Stull, który w porozumieniu z tow. Rakowskim wytypował kandydaturę „Daniela” powiadamiając go o tym. Następnie Stull spowodował oficjalne wystąpienie Uniwersytetu Princeton z zaproszeniem Passenta na roczne stypendium. Z uwagi na przewlekłe załatwienie sprawy wyjazd jego doszedł do skutku dopiero w bieżącym roku. „Daniel” wyjechał do USA w dniu 29.
Wydaje się, że swoje poglądy i opinie „Daniel” kształtuje pod wpływem swoich opiekunów /Gotesman, Brodzki i inni/. Wyrazem tego były między innymi jego wypowiedzi po wydaleniu Wetza i zatrzymaniu Brodzkiego. Uważał on, że zamiast wydalać Wetza należało go tylko skompromitować w prasie polskiej jako dziennikarza. Nie wierzył, aby Holland lub Brodzki zdolni byli do zdrady tajemnic państwowych.
Na temat swej bezpartyjności twierdzi, że ma zamiar w przyszłości przystąpić do Partii.
Według naszych informacji „Daniel” posiada szereg znajomości za granicą, które nie są nam bliżej znane, gdyż unika on rozmów na te tematy. M. inn. posiada on w Paryżu znajomą Ewę Rotbert, która w 1960 r. zapewniła mu utrzymanie w czasie jego pobytu we Francji, dokąd pojechał w celu zebrania materiałów do reportażu prasowego. W Berlinie Zachodnim ma znajomego Ebela Wernera specjalistę ortopedę, którego zna z okresu pobytu w Niemczech. W tym czasie Werner utrzymywał bliskie kontakty z Prawinami. W sierpniu 1961 r. Werner był w Polsce na 2-tygodniowym urlopie i przebywał w tym czasie u Prawicowej oraz „Daniela”.
„Daniel” ma zamiar zawrzeć związek małżeński z córką ambasadora polskiego w Wiedniu – Kurylska. Kuryluk, a szczególnie jego żona są przeciwni zawarciu tego związku małżeńskiego przy czym podobno dochodzi na tym tle do dużych nieporozumień pomiędzy małżonkami. Twierdzi on, że sprzeciw Kuryluków wypływa z ich antysemickiego nastawienia.
St. Ofic. Oper. Wydz. VIII Dep. II
/P. Adach kpt./


Warszawa, dnia 19.10.1963 r.
Tajne
NOTATKA
W dniu dzisiejszym w kawiarni zapoznany zostałem przez tow. Adacha z k.p. „Daniel”. Doręczył on nam kopię elaboratu skierowanego do Biura Prasowego KC PZPR odnośnie swego pobytu na stypendium Uniwersytetu Princeton. Stwierdził on, że szczegółowy elaborat opracował zgodnie z naszym życzeniem, bowiem dla KC potraktowałby wiele rzeczy ogólniej. Poinformował też, że od 13.9.63 r. /w dniu tym był na przyjęciu połączonym z wyświetleniem filmu u Buell’a/ nikt z Amerykanów go nie zapraszał. Przy tej okazji prosił o nasze stanowisko, jak on ma postępować w przyszłości, jeśli chodzi o zaproszenia Amerykanów. Oczywiście dla wewnętrznego spokoju wolałby z Amerykanami się nie spotykać, z drugiej jednak strony uważa, że odwrócenie się tyłem do nich, byłoby chyba nie taktowne, tym bardziej, że na stypendium był przecież za ich protekcją i za ich pieniądze.
W sprawie tej zająłem stanowisko raczej na nie, przynajmniej na razie, później rzecz do uzgodnienia. Przyjął bez zastrzeżeń nadmieniając, że zawsze znajdzie jakiś realny pretekst ażeby odmówić. Mamy zresztą pozostać w kontakcie, ma do mnie zadzwonić na nazwisko Kraszewski, ewentualnie ja do niego.
Uwagi
Wydaje mi się, że doręczony elaborat jest jednak bardzo ogólny, należałoby szczegółowo go przestudiować i zlecić niektóre poruszone kwestie /szczególnie sprawę inwigilacji/ rozpracować, myślę, że powinien zgodzić się na to. Może Wydz. I naszego Departamentu dałby swoje wskazówki i wyraził swoje zainteresowania – tymi sprawami.
Odnośnie zalecenia przerwania kontaktów z Amerykanami przynajmniej czasowego, kierowałem się przede wszystkim niekonsekwencją kp. „Daniel”. Odnoszę wrażenie, że poinformował on Rakowskiego o powiązaniach z nami i ten go na pewno odpowiednio ustawia. Ponadto nie chciał on poinformować kto był na przyjęciu w dniu 13.9.63 r. u Buell’a i wokół czego toczyła się tam dyskusja. Myślę więc, że nie ma potrzeby ażeby on tam się pętał, nam to nic nie da.
St. Ofic. Oper. Wydz. VIII Dep. II
/Edward Hryniewiecki/


Warszawa, dnia 6 lipca 1964 r.
Tajne
NOTATKA SŁUŻBOWA
W dniu 4 lipca br. odbyłem spotkanie z „Danielem” w „Szwajcarskiej”. Wymieniony powiedział, że był na przyjęciu w ambasadzie amerykańskiej, wydanym z okazji święta narodowego USA. Na przyjęciu było bardzo dużo osób, chyba ponad tysiąc. Na takim „spędzie” – zdaniem „Daniela” – nie było okazji do prowadzenia poważniejszych rozmów. Niemniej wymienił po kilka zdań z Donnelly’m i z De Veccchi, na temat pobytu w Polsce Roberta Kennedy’ego.
Donnelly powiedział „Danielowi”, że czytał artykuł o pobycie w Polsce Roberta Kennedy’ego, zamieszczony w ostatnim numerze „Polityki”. W artykule tym Kennedy został skrytykowany za swoje zachowanie tutaj i wiecowanie, jakby był co najmniej w jednym ze stanów USA na akcji wyborczej. Donnelly nadmienił, że Kennedy zasłużył sobie na takie potraktowanie. Jednocześnie zastrzegł się, że jest to jego prywatne zdanie, a nie ambasady. Zdaniem Donnelly’ego Robert Kennedy jest osobą bardzo wpływową i ważną w USA i niestety ambasada nie miała żadnego wpływu na jego postępowanie. Kennedy liczy – zdaniem figuranta – że będzie wiceprezydentem USA, a później, być może nawet prezydentem.
II sekretarz ambasady amerykańskiej De Veccchi nadmienił, że ani on, ani nikt w ambasadzie nie wie dokładnie w jakim celu Robert Kennedy przyjechał do Polski. De Veccchi uważa, że Kennedy’emu chodziło o zbicie kapitału wyborczego. Zdaniem figuranta, dyplomaci amerykańscy byli zaskakiwani postępowaniem Kennedy’ego i nie mieli żadnego wpływu na to co robił. Ton jego wizycie nadawali raczej ci, którzy byli w Polsce razem z Robertem Kennedy’m. De Veccchi nadmienił, że obecnie raczej istnieje swego rodzaju dezorientacja odnośnie korzyści jakie ta wizyta mogła przynieść. Uważa, iż trzeba na to trochę czasu, żeby się zorientować co dała wizyta Kennedy’ego. De Veccchi dał „Danielowi” swoją wizytówkę i zamierza się z nim spotkać.
Z notatki sporządzono wyciągi do poszczególnych spraw. Fragmenty notatki z wypowiedziami figurantów o pobycie Roberta Kennedy’ego w Polsce, przekaże się do Wydziału X Dep. II. Następne spotkanie z „Danielem” zostanie uzgodnione telefonicznie, w zależności od potrzeb. W następnych notatkach „Daniel” będzie występował pod ps. „John”.
St. Oficer Operacyjny Wydz. VIII Dep. II
/Z. Kokosza – kpt./


Warszawa, dnia 2 stycznia 1961 r.
TAJNE
Egz. Nr 1
RAPORT
z przeprowadzonej rozmowy z Passentem Danielem – kontaktem attache kulturalnego ambasady USA Richmonda
Rozmowę z Passentem Danielem przeprowadziłem częściowo w miejscu jego pracy oraz w kawiarni. Na rozmowę umówiłem się z nim telefonicznie. W związku z tym, iż w miejscu pracy po godz. 15.00 przychodzili różni interesanci udaliśmy się do kawiarni. Wymieniony był pweny, iż chciałem poprzez niego dać jakiś artykuł do prasy. Na wstępie oznajmiłem mu, iż orientuję się o utrzymywanych przez niego znajomościach z cudzoziemcami. Początkowo wymieniony był trochę zdenerwowany, co w końcowej fazie rozmowy wyjaśnił jako obawy, iż możemy mieć do niego pewne pretensje o utrzymanie kontaktów z cudzoziemcami.
Znajomość z Richmondem była dla niego pierwszą znajomością z dyplomatą państw zachodnich. Wymieniony wyjaśnił najpierw przyczyny, które spowodowały zwrócenie się Richmonda do niego o spotkanie. Otóż opracował on długi problemowy artykuł na temat stypendiów zagranicznych dla obywateli polskich fundowanych przez różne instytucje państw kapitalistycznych. Między innymi poruszył sprawę stypendiów USA. W artykule tym krytycznie ustosunkował się do systemu przyznawania stypendiów naukowcom polskim, których chcą typować fundatorzy co oczywista nie odpowiada nam. Po ukazaniu się tegoż artykułu w „Polityce” za dwa dni otrzymał telefon od Richmonda. Richmond przedstawił mu się jako pracownik Wydziału Kulturalno-Prasowego Ambasady USA oraz wyraził chęć spotkania się z nim w celu porozmawiania na temat powyższego artykułu.
Umówili się na obiad w „Bristolu”, gdzie też spotkali się.
Passent początkowo myślał, iż Richmond chce dowiedzieć się o ostatnich przesunięciach etatowych na kierowniczych stanowiskach w ich redakcji i artykuł jest tylko pretekstem. Nie wiedział w jaki sposób zachować się względem Richmonda na wypadek pytania się jego o te sprawy. Dlatego też poinformował kierownictwo redakcji o spotkaniu z Richmondem i swoich obawach związanych z tym spotkaniem oraz zapytał się czy w ogóle ma iść na to spotkanie. Kierownictwo redakcji tj. naczelny redaktor Rakowski i jego zastępca uznali, iż powinien pójść na spotkanie lecz winien unikać dyskusji na temat spraw wewnętrznych redakcji.
Passent na wyznaczone spotkanie z Richmondem poszedł. Spotkał się z Richmondem w hallu „Bristolu” i weszli na obiad do restauracji. Na wstępie prowadzonej rozmowy Richmond nawiązał właśnie do napisanego przez niego artykułu na temat stypendiów oznajmiając, iż zainteresował go, gdyż on między innymi z ramienia ambasady USA zajmuje się stypendiami w USA. Urywek tego artykułu dot. stypendiów amerykańskich polecił umieścić w biuletynie wydawanym przez ambasadę USA razem z ambasadą angielską. Nie wyrażał żadnej własnej oceny wydrukowanego artykułu, a jedynie usiłował wszcząć z nim dyskusję na ten temat tj. ażeby mu szerzej naświetlił tę sprawę.
Dyskusja na ten temat nie rozwinęła się, gdyż Passent ograniczył się do powtórzenia zawartych w artykule tez. Dalsza rozmowa była prowadzona na ogólne tematy tzn. perspektyw rozwinięcia wymiany kulturalnej między USA i Polską, wyświetlanymi filmami amerykańskimi w Polsce. W rozmowie tej Richmond zaczął opowiadać mu o swej karierze dyplomatycznej. Do służby dyplomatycznej miał wstąpić po wyzwoleniu. Do 1952 r. pracował na placówkach amerykańskich w Niemczech Zachodnich i Berlinie Zachodnim. Później był na placówce USA na Dalekim Wschodzie tj. Indonezja, Wietnam i Tajwan. W Polsce jest już dwa lata. Z Polski ma być przeniesiony do Jugosławii lub Bułgarii. Passent nie mógł zrozumieć sensu tych zwierzeń Richmonda. Przypuszcza, iż chciał go tym zainspirować do podobnych swych (…)
Nie znając żony Richmonda przywitał się ze służącą figuranta co ten przyjął ze skwaszoną miną. Początkowo sądził Passent, iż wszyscy goście zaproszeni są cudzoziemcami, gdyż wszyscy rozmawiali w języku angielskim, który bardzo dobrze znali. Razem wszystkich z nim było 12 osób tj. profesor z UW z żoną, których nie zna /żona profesora ma tłumaczyć jakieś książki amerykańskie na język polski/, starsza pani lat 50, Polka, nazwiska też nie zna, sekretarz ambasady indyjskiej Waz oraz pozostali Amerykanie, a których nazwisk nie zna. Przyjęcie odbywało się przy trzech stolikach, przy każdym z nich siedziały cztery osoby. Passent siedział przy stoliku w towarzystwie żony Richmonda, Waza oraz starszej pani, Polki. Rozmowa była prowadzona na bardzo ogólnikowe i banalne tematy, jak działalność klubu nudystów w Szwecji, nowych gwiazd filmowych na zachodzie itp. Tj. takie tematy jakie mogą prowadzić ze sobą ludzie, którzy pierwszy raz się spotkali. O czym rozmawiali przy innych stolikach trudno mu coś powiedzieć, gdyż grzeczność nie pozwalała mu na podsłuchiwanie lub nawiązywanie z kimś jakichś rozmów. Jedynie Waz kilkakrotnie wtrącił swoje uwagi i duże słowa uznania dla rozwoju budownictwa w Polsce, lecz panie będące w towarzystwie nie wykazały żadnych chęci prowadzenia dyskusji na ten temat i powrócono znów do tematu poprzedniego.
Około godz. 22.00 profesor z żoną zaczęli wybierać się do odejścia co też Passent uczynił, a za jego przykładem poszła starsza pani i Waz. Wszyscy razem wyszli. Richmond wszystkich pożegnał w hallu swego mieszkania. Rozmówca Richmondowi podziękował za przyjęcie i mile spędzony wieczór, lecz figurant jak przy pierwszym spotkaniu nie zdradził żadnych chęci następnego spotkania.
Po wyjściu na ulicę małżeństwo /profesor i żona/ pożegnało się z nimi i udało się na przystanek trolleybusowy. Natomiast oni w trójkę /Waz, starsza pani i on/ udali się pieszo do ul. Marszałkowskiej, gdzie pożegnała ich starsza pani. On w towarzystwie Waza udali się w kierunku swego miejsca zamieszkania na ul. Polną /zamieszkują w pobliżu na jednej ulicy/. W czasie drogi rozmawiali na temat rozwoju gospodarczego PRL oraz perspektyw wzrostu wymiany handlowej między Polską a Indiami. Przy tym wyrażał dużą sympatię dla Polski i narodu polskiego. Z rozmowy powyższej Passent zorientował się, że Waz bardzo dobrze zna Polskę, interesuje się wszystkim co tylko jest w Polsce budowane, czyta szczegółowo całą prasę polską, gdyż często nawiązywał do drukowanych artykułów w różnych dziennikach. Przy rozstaniu Waz wrażał chęci jeszcze spotkania się z Passentem w związku z czym wymienili między sobą telefony i umówili się, że skontaktują się po Nowym Roku.
Po zreferowaniu mi przez Passenta całości znajomości z Richmondem i Wazem zapytał się mnie wymieniony czy nie mamy do niego o to jakichś pretensji oraz czy dobrze zachował się. Odpowiedziałem mu, że z tego, co mi powiedział uważam, że zachował się bardzo dobrze i nie mamy do niego żadnych pretensji. Zwrócił się wymieniony, ażeby udzielić mu wskazówek jak ma zachować się na przyszłość, gdyby znów znalazł się w takiej sytuacji jak powyżej tj. otrzymał zaproszenie do jakiegoś dyplomaty na spotkanie. Liczył się jeszcze z ewentualnością otrzymania zaproszenia do Richmonda oraz Waza. Przy tym oznajmił mi, iż ma zamiar odwzajemnić się Richmondowi za zaproszenie na kolację i chce poprosić go do siebie do domu lub jakiegoś lokalu i czy wskazane jest, ażeby to uczynił. Oznajmiłem mu, ażeby w stosunku do wszystkich dyplomatów nie pozwolił się poniżać, traktował ich jak równych partnerów, a w rozmowach na tematy polityczne i ekonomiczne kraju wyprowadzał na tyle swoje wiadomości na ile ukazują się one w prasie. Nadmieniłem, iż nie mam zastrzeżeń do utrzymywania przez niego dalszych kontaktów z Richmondem i Wazem, lecz chciałbym, ażeby po każdym takim spotkaniu z cudzoziemcem podzielił się ze mną swoimi spostrzeżeniami.
Stanowiskiem moim Passent ucieszył się oraz wyraził chętnie zgodę na poinformowanie mnie o przebiegu każdego spotkania. Zwrócił się o podanie mu mojego numeru telefonu, to jeżeli ktoś z cudzoziemców będzie chciał się z nim spotkać powiadomi mnie i zwróci się o instruktarz jak ma się zachować. Zaznaczyłem wymienionemu, żeby do nikogo nie zwracał się w sprawie swego postępowania w stosunku do dyplomatów, a jeżeli ma jakieś wątpliwości winien ze mną skomunikować się. Na zakończenie rozmowy zastrzegłem wymienionemu, ażeby nikomu nie mówił o fakcie i treści rozmowy ze mną, co przyjął do wiadomości i przyrzekł, iż zachowa to dla siebie. Podałem wymienionemu telefon nr 811-69 i będzie prosił Przemysława.
Wnioski i spostrzeżenia
Passent Daniel jest osobą wychowaną w rodzinie komunistycznej. Ojciec, wujek i inna rodzina przed 1939 r. należeli do KPP. Do pracy dziennikarskiej był angażowany przez dziennikarzy, członków PZPR jak Gotesmana, Podkowińskiego i innych, którzy uczyli go sztuki dziennikarskiej. Za ich też protekcją otrzymał pracę w redakcji „Polityka”, gdzie jest kierownikiem działu krajowego. Według jego słów uważany jest za jednego ze zdolniejszych młodych dziennikarzy. W/w robi wrażenie człowieka o dużym zapale dziennikarskim.
Wymieniony w rozmowie starał się w dużych szczegółach opowiedzieć mi całokształt przebiegu znajomości z Richmondem. Uważam, iż swoje spostrzeżenia mówił szczerze. Zależy mu bardzo na karierze dziennikarskiej i nie chciał ażeby jakieś utrzymywane kontakty z cudzoziemcami były przeszkodą w tym.
W ogóle oceniam wymienionego jako osobę rokująca duże perspektywy w możliwościach wykorzystania go operacyjnie. Dlatego też uważam za wskazane podtrzymanie z wymienionym kontaktu i po każdym jego spotkaniu z Richmondem i Wazem przeprowadzić z nim rozmowę.
OFIC. OPER. WYDZIAŁU VIII DEP. II


Warszawa, dnia 14 VII 61 r.
Źródło: „Daniel”
Przyjął: Adach
DONIESIENIE
 W czasie pobytu w Polsce amerykańskich koszykarzy Harlem Globtrotters zaproszony zostałem na przyjęcie do Ambasady USA. Na przyjęciu rozmawiałem prawie cały czas z p. Stullem, Jonesem, Rogowskim /„Przekrój”/ i jednym z koszykarzy. Rozmowa była lekka, dotyczyła Hiszpanii /dokąd Amerykanie jadą na urlop/, kuchni, polskiej restauracji w Londynie etc. Tematów politycznych rozmowa nie dotyczyła, co było szczególnie jasne, jeśli weźmie się pod uwagę skład rozmawiających /koszykarz, „Przekrój” etc./.
W kilka dni późnej p. Jones zapraszał mnie na obiad do Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich, telefonując do mnie do redakcji. Rozmowa dotyczyła sytuacji międzynarodowej, w szczególności kwestii Berlina i Kuby. P. Jones sprawia wrażenie człowieka niezbyt inteligentnego, pewnego siebie i siły swojego kraju. Jones z trudem przyznaje nawet najbardziej oczywiste porażki rządu USA, jak np. nieudana interwencja na Kubie. P. Jones gratulował również naszej gazecie sukcesu związanego z publikacją wyznań Reichmanna. Spraw polskich rozmowa nie dotyczyła. Na marginesie – rozmowa w ogóle była ospała, i chociaż obiad trwał krótko /godzinę/, to często przerywany był milczeniem. Rozstaliśmy się bez żadnych zobowiązań, dziękując sobie za towarzystwo.
W kilka dni później zaprosił mnie p. Stull. Obok mnie zaproszone były jeszcze dwie osoby z naszej redakcji Rakowski i Małcużyński. Na przyjęciu u p. Stulla było kilkadziesiąt osób. Z Polaków – prof. Kołakowski, red. Małcużyński z małżonką, oraz pewien dziennikarz pracujący m.in. dla jednej z gazet szczecińskich. Siedziałem przy stoliku wraz z żoną p. Jonesa, korespondentem „Frankfurter Allgemeine Zeitung”, korespondentem NWDR oraz jakimś młodym Amerykaninem. Rozmowa dotyczyła języków obcych. Na tematy polityczne rozmawiałem z korespondentem NWDR. Przedmiotem rozmowy były stosunki polsko-niemieckie. Korespondent NWDR sprawia wrażenie b. inteligentnego, wyrażał się b. krytycznie o polityce Adenauera. Z gospodarzem – p. Stullem – rozmawiałem krótko, nie pamiętam już o czym. W każdym razie sprawia on wrażenie człowieka o wysokiej kulturze, nie mający nic z zacietrzewienia charakterystycznego dla Jonesa. Rozmawialiśmy o II wojnie światowej. P. Stull wykazał świetną znajomość historii. Pożegnawszy się wyszedłem wraz z red. Małcużyńskim.


W-wa, dn. 14 VII 61
Tajne
Źródło: „Daniel”
Przyjął: Adach
DONIESIENIE
 Alfreda Vaza znam od kilku miesięcy. Poznałem go na jednym z przyjęć dyplomatycznych. Byłem u niego dwukrotnie na kolacji. Raz z udziałem red. Brodzkiego, raz w towarzystwie jednego z pracowników PAN.
P. Vaz jest człowiekiem młodym, /28 lat/ bardzo wykształconym, dobrze zna język polski i stosunki polskie, a nawet historię Polski.
P. Vaz ma lewicowe zapatrywania, jest człowiekiem postępowych poglądów. Interesuje się kulturą i sztuką i na tej płaszczyźnie zawarliśmy naszą znajomość.
P. Vaz był u mnie raz na kolacji. Obecny był również zastępca naczelnego redaktora „POLITYKI” red. Radgowski i sekretarz redakcji red. Fikus.
P. Vaz wyjeżdza za kilka tygodni na stałe z Polski do Brukseli. Nie zapoznał mnie z żadnym pracownikiem ambasady Indii. Łączą go więzy przyjaźni z wieloma odpowiedzialnymi pracownikami różnych instytucji polskich.
Informacja
„Daniel” zapoznał się z Vazem na przyjęciu w grudniu 1960 r. u Richmonda. Na początku 1961 r. Vaz zadzwonił do niego do pracy i zaprosił do siebie do domu. Od tego czasu zawiązała się między nimi nić znajomości. Dość często do siebie dzwonili oraz kilkakrotnie spotykali. „Daniel” był razem z Vazem dwukrotnie na weekendzie poza Warszawą samochodem figuranta. „Daniel” zapoznał Vaza ze swą narzeczoną córką ambasadora Kuryluka, którego bardzo dobrze okazało się że zna figurant. Rozmowy zawsze prowadzili na temat kultury i sztuki. Vaz bardzo dobrze mówił po polsku. Z dotychczasowej znajomości Vaza uważa go za człowieka o wysokiej inteligencji i bardzo przyjaźnie ustosunkowany do PRL. Vaz nieraz wyrażał duży podziw dla rozwoju gospodarczego Polski. „Daniel” poza Vazem nikogo więcej z ambasady indyjskiej nie zna i wraz z wyjazdem wymienionego z Polski przerwane zostaną jego kontakty z tą placówką.
W rozmowie tej „Daniel” podał, że nie podobało mu się zachowanie jednej pracownicy (Polki) ambasady indyjskiej na przyjęciu wydanym z okazji święta ich narodowego. Pracownica ta chodziła od jednej osoby do drugiej i każdego pytała jak się nazywa i gdzie pracuje. Nieraz powtarzała te czynności, co tłumaczyła, że zapomniała. Pytała się też jednej osoby kim jest inna osoba, do której nie miała śmiałości podejść. Robiła to w tak bezpośredni sposób, co wyglądało nie bardzo przyjemnie. Jest to kobieta lat około 45 i wg orientacji „Daniela” ma pracować w wydziale kulturalnym tejże ambasady.
W najbliższych dniach „Daniel” wyjeżdża do Węgier i po powrocie skontaktuje się ze mną telefonicznie.
Ofic. Oper. Wydz. VIII
/Adach P. por./


Warszawa, dnia 30 listopada 1962 r.
Tajne spec. znaczenia
CHARAKTERYSTYKA
kp. ps. „Daniel”
 Wymieniony jest sierotą. Rodzice jego zginęli w czasie drugiej wojny światowej. Ojciec był z zawodu inżynierem agronomem, zaś matka pielęgniarką.
Okres okupacji „Daniel” spędził w Warszawie przebywając na wychowaniu u krewnych i znajomych. Po wyzwoleniu do 1948 r. przebywał na wychowaniu w wujka Kolina w Częstochowie. Przez cały czas po śmierci rodziców, pozostawał pod opieką wujostwa Anny i Jakuba Prawinów, którzy w 1948 r. wzięli go na całkowite swe wychowanie. W tym roku też zabrali go ze sobą do Berlina, gdzie Jakub Prawin był szefem Polskiej Misji Wojskowej. W Berlinie przebywał do 1950 r. uczęszczając do szkoły im. B. Bieruta. W 1950 r. powrócił razem z Prawinami do Warszawy i zamieszkał przy ul. Polnej 3C m. 31, gdzie zamieszkiwał do chwili wyjazdu do USA.
„Daniel” formalnie jest zameldowany na ul. Angorskiej 14 m. 31. W 1955 r. ukończył szkołę średnią im. K. Świerczewskiego po czym wyjechał na studia do Związku Radzieckiego. Jednakże po roku powrócił do Warszawy i rozpoczął studia na Wydziale Ekonomicznym UW, które ukończył w 1960 r.
W okresie uczęszczania do szkoły średniej, a później studiów na UW należał do ZMP, gdzie brał dosyć aktywny udział w życiu tej organizacji. Pod koniec studiów zaczął pisać artykuły do „Sztandaru Młodych” i po pewnym czasie stał się stałym korespondentem tego pisma.
Po ukończeniu studiów rozpoczął pracę jako etatowy pracownik redakcji „Polityka”, gdzie po krótkim czasie awansował na kierownika działu krajowego. Jednakże z uwagi na nawał pracy administracyjnej na początku 1962 r. zrezygnował ze stanowiska kierownika działu poświęcając się wyłącznie pracy dziennikarskiej.
Jak wynika z naszych informacji cieszył się on w redakcji opinią zdolnego i dobrze zapowiadającego się dziennikarza. Tacy dziennikarze jak Gotesman, Brodzki i Podkowiński otaczają go opieką jako dawni przyjaciele jego rodziców.
W drugiej połowie 1960 r. na łamach „Polityki” ukazał się cykl artykułów wymienionego na temat stypendiów zagranicznych. Artykuł powyższe były początkiem zainteresowania się jego osobą przez niektórych dyplomatów amerykańskich w Warszawie jak: attache kulturalnego Richmonda, I sekretarza politycznego Stulla, II sekretarza politycznego Jonesa, którzy nawiązali z nim kontakty towarzyskie.
Celem wyjaśnienia powyższych kontaktów w styczniu 1961 r. przeprowadzono rozmowę z „Danielem”. Wyjaśnił on dosyć szczegółowo swą znajomość z dyplomatami amerykańskimi. Z uwagi na dalsze spotkania wymienionego z cudzoziemcami podtrzymano z nim stały kontakt poufny. Spotkania odbywano z nim sporadycznie, podczas których przekazywał on informacje dotyczące naszych figurantów. W czasie spotkań wymieniony często wyrażał pewne wątpliwości, czy nie mamy w stosunku do niego jakiś zastrzeżeń i dlaczego interesujemy się nim. Mimo zaprzeczeń z naszej strony wątpliwości te u „Daniela” w dalszym ciągu istniały, czego dowodem może być wyrażenie chęci przeprowadzenia rozmowy na ten temat z kimś z kierownictwa MSW, oraz zwrócenia się do tow. Starowicza z zapytaniem, czy jego kontakty z dyplomatami zachodnimi nie są źle widziane przez władze partyjne. Szczególnie uwidaczniało się to w styczniu 1962 r. gdy po jego powrocie z podróży do ZSRR i ukazaniu się jego reportaży w „Polityce” dyplomaci amerykańscy ponownie zaczęli nawiązywać z nim kontakty. Zadzwonił wówczas do tow. Alstera i zapytał czy może pójść na przyjęcie do dyplomaty amerykańskiego, czy też lepiej byłoby aby unikał takich spotkań. Po tej rozmowie wymieniony przerwał dalsze kontakty z dyplomatami amerykańskimi tłumacząc się brakiem czasu.
Po kilku miesiącach ponownie kilkakrotnie skontaktował się z I sekretarzem politycznym Stullem, z którym m.in. załatwiał sprawę swego stypendium w Stanach Zjednoczonych. Kontakty te ograniczały się w zasadzie do kilku krótkich spotkań ze Stullem w ambasadzie, oraz kilku rozmów telefonicznych.
Na uwagę zasługują okoliczności przyznania stypendium kp. „Daniel” przez Fundację Fellowship Uniwersytetu Princeton, stanu New Jersey. Według naszej informacji w/wym. Uniwersytet zwrócił się w 1951 r. do Ambasady USA w Warszawie z prośbą o wytypowanie i zgłoszenie im odpowiedniej kandydatury z Polski. Sprawą tą zajął się I sekretarz Stull, który w porozumieniu z tow. Rakowskim wytypował kandydaturę „Daniela” powiadamiając go o tym. Następnie Stull spowodował oficjalne wystąpienie Uniwersytetu Princeton z zaproszeniem Passenta na roczne stypendium. Z uwagi na przewlekłe załatwienie sprawy wyjazd jego doszedł do skutku dopiero w bieżącym roku. „Daniel” wyjechał do USA w dniu 29.
Wydaje się, że swoje poglądy i opinie „Daniel” kształtuje pod wpływem swoich opiekunów /Gotesman, Brodzki i inni/. Wyrazem tego były między innymi jego wypowiedzi po wydaleniu Wetza i zatrzymaniu Brodzkiego. Uważał on, że zamiast wydalać Wetza należało go tylko skompromitować w prasie polskiej jako dziennikarza. Nie wierzył, aby Holland lub Brodzki zdolni byli do zdrady tajemnic państwowych.
Na temat swej bezpartyjności twierdzi, że ma zamiar w przyszłości przystąpić do Partii.
Według naszych informacji „Daniel” posiada szereg znajomości za granicą, które nie są nam bliżej znane, gdyż unika on rozmów na te tematy. M. inn. posiada on w Paryżu znajomą Ewę Rotbert, która w 1960 r. zapewniła mu utrzymanie w czasie jego pobytu we Francji, dokąd pojechał w celu zebrania materiałów do reportażu prasowego. W Berlinie Zachodnim ma znajomego Ebela Wernera specjalistę ortopedę, którego zna z okresu pobytu w Niemczech. W tym czasie Werner utrzymywał bliskie kontakty z Prawinami. W sierpniu 1961 r. Werner był w Polsce na 2-tygodniowym urlopie i przebywał w tym czasie u Prawicowej oraz „Daniela”.
„Daniel” ma zamiar zawrzeć związek małżeński z córką ambasadora polskiego w Wiedniu – Kurylska. Kuryluk, a szczególnie jego żona są przeciwni zawarciu tego związku małżeńskiego przy czym podobno dochodzi na tym tle do dużych nieporozumień pomiędzy małżonkami. Twierdzi on, że sprzeciw Kuryluków wypływa z ich antysemickiego nastawienia.
St. Ofic. Oper. Wydz. VIII Dep. II
/P. Adach kpt./


Warszawa, dnia 19.10.1963 r.
Tajne
NOTATKA
 W dniu dzisiejszym w kawiarni zapoznany zostałem przez tow. Adacha z k.p. „Daniel”. Doręczył on nam kopię elaboratu skierowanego do Biura Prasowego KC PZPR odnośnie swego pobytu na stypendium Uniwersytetu Princeton. Stwierdził on, że szczegółowy elaborat opracował zgodnie z naszym życzeniem, bowiem dla KC potraktowałby wiele rzeczy ogólniej. Poinformował też, że od 13.9.63 r. /w dniu tym był na przyjęciu połączonym z wyświetleniem filmu u Buell’a/ nikt z Amerykanów go nie zapraszał. Przy tej okazji prosił o nasze stanowisko, jak on ma postępować w przyszłości, jeśli chodzi o zaproszenia Amerykanów. Oczywiście dla wewnętrznego spokoju wolałby z Amerykanami się nie spotykać, z drugiej jednak strony uważa, że odwrócenie się tyłem do nich, byłoby chyba nie taktowne, tym bardziej, że na stypendium był przecież za ich protekcją i za ich pieniądze.
W sprawie tej zająłem stanowisko raczej na nie, przynajmniej na razie, później rzecz do uzgodnienia. Przyjął bez zastrzeżeń nadmieniając, że zawsze znajdzie jakiś realny pretekst ażeby odmówić. Mamy zresztą pozostać w kontakcie, ma do mnie zadzwonić na nazwisko Kraszewski, ewentualnie ja do niego.
Uwagi
Wydaje mi się, że doręczony elaborat jest jednak bardzo ogólny, należałoby szczegółowo go przestudiować i zlecić niektóre poruszone kwestie /szczególnie sprawę inwigilacji/ rozpracować, myślę, że powinien zgodzić się na to. Może Wydz. I naszego Departamentu dałby swoje wskazówki i wyraził swoje zainteresowania – tymi sprawami.
Odnośnie zalecenia przerwania kontaktów z Amerykanami przynajmniej czasowego, kierowałem się przede wszystkim niekonsekwencją kp. „Daniel”. Odnoszę wrażenie, że poinformował on Rakowskiego o powiązaniach z nami i ten go na pewno odpowiednio ustawia. Ponadto nie chciał on poinformować kto był na przyjęciu w dniu 13.9.63 r. u Buell’a i wokół czego toczyła się tam dyskusja. Myślę więc, że nie ma potrzeby ażeby on tam się pętał, nam to nic nie da.
St. Ofic. Oper. Wydz. VIII Dep. II
/Edward Hryniewiecki/


Daniel Passent
Życiorys
Urodziłem się 28 kwietnia 1938 r. w Stanisławowie. Ojciec mój był inżynierem – agronomem, matka – pielęgniarką dyplomowaną. Rodziców straciłem w czasie wojny. W 1945 r. odnalazł mnie mój wuj, dr Jakub Prawin, który wychowywał mnie aż do 1957 r., kiedy zmarł. Szkołę podstawową ukończyłem w Berlinie, gdzie gen. Prawin był szefem Polskiej Misji Wojskowej. Szkołę średnią ukończyłem w Warszawie. Studia ekonomii politycznej odbyłem najpierw na uniwersytecie w Leningradzie /1955/56/, a później w Warszawie /1965/60/.
W czasie studiów rozpocząłem pracę dziennikarską, najpierw w „Sztandarze Młodych”, a od 1959 r. do dziś – w „Polityce”, gdzie jestem członkiem kolegium redakcyjnego. Specjalizuję się w problematyce amerykańskiej. W latach 1962/63 przebywałem na stypendium uniwersytetu Princeton /USA/, gdzie pogłębiałem swoje wiadomości z zakresu stosunków społecznych i politycznych tego kraju. Po powrocie podjąłem pracę w redakcji.
Od 1963 r. jestem żonaty. Żona moja, Jadwiga Passent, jest pracownikiem naukowym Instytutu Biochemii i Biofizyki PAN w Warszawie. Dzieci nie mam.
Daniel Passent


Warszawa, 1962 r.
Tajne
DYREKTOR DEPARTAMENTU I MSW PŁK. SOKOLAK
W odpowiedzi na Wasze pismo z dnia 11.IV.1962 r. L.dz. OCB-0493/62 dot. Passenta Daniela s. Bernarda i Izabelli zd. Mic ur. 28.IV.1938 r. w Stanisławowie przekazuję następujące informacje. (…) W czasie prowadzonych z nim rozmów wymieniony często wyrażał pewne wątpliwości czy nie mamy w stosunku do niego jakichś zastrzeżeń i dlatego nim interesujemy się. Mimo zapewnień z naszej strony wątpliwości wymienionego w dalszym ciągu istniały, czego przykładem mogą być takie fakty, jak wyrażanie chęci przeprowadzenia rozmowy na ten temat z kimś z kierownictwa MSW oraz zwrócenie się do tow. Starewicza z zapytaniem czy jego kontakty z dyplomatami zachodnimi nie są źle widziane przez władze partyjne.
Szczególnie to uwidoczniło się w styczniu 1962 r. gdy po jego powrocie z tourne po ZSRR i ukazaniu się jego reportaży w „Polityce” dyplomaci amerykańscy ponownie zaczęli nawiązywać z nim kontakty. Wówczas zadzwonił do tow. Alstera i zapytał czy może pójść na przyjęcie do dyplomaty amerykańskiego, czy lepiej byłoby gdyby unikał spotkań z nim.
W rzeczywistości przerwał swoje dalsze kontakty z dyplomatami amerykańskimi tłumacząc się brakiem czasu, mimo że z naszej strony były sugestie ażeby podtrzymał je.
W przeprowadzonej z nim rozmowie na powyższy temat niedwuznacznie dał do zrozumienia, że powodem dla którego nie chce utrzymywać kontaktów z cudzoziemcami jest obawa ażeby nie został wmieszany w jakąś nieprzyjemną historię, która skończyłaby się podobnie jak z Hollandem.
Ogólnie scharakteryzować można wymienionego jako zdeklarowanego zwolennika ustroju komunistycznego. Jednakże krytycznie odnosi się do niektórych posunięć pewnych czynników rządowych, np. nie podobał mu się sposób usunięcia korespondenta francuskiego z Polski Wetza, który jego zdaniem przez nasze posunięcie stał się bohaterem Zachodu.
Wobec nas wrażenie człowieka, odnośnie którego nie możemy mieć żadnych zastrzeżeń natury operacyjnej. Informacje uzyskane od wymienionego całkowicie potwierdzały się z danymi z innych źródeł. Zdecydowany jest przerwać każdą znajomość, która budziłaby u nas jakąś wątpliwość, co mogłoby w przyszłości odbić się na jego karierze życiowej. Tym należy tłumaczyć przerwanie swej znajomości z dyplomatami amerykańskimi.
Według naszych informacji wymieniony posiada szereg znajomości za granicą, które nie są nam bliżej znane.
Nadmieniam, iż Passent ma zamiar w najbliższym czasie zawrzeć związek małżeński z córka ambasadora polskiego w Wiedniu Kuryluka. Kuryluk, a szczególnie jego żona są przeciwni zawarciu tego związku małżeńskiego i na tym tle są między nimi duże nieporozumienia.
DYREKTOR DEPARTAMAENTU III MSW
/R. MATEJEWSKI –PŁK./


Warszawa, 10.X.1963 r.
Daniel Passent
Publicysta „Polityki”
Do
Biura Prasowego KC PZPR
w miejscu
Sprawozdanie z pobytu w Stanach Zjednoczonych
Przebywałem w Stanach Zjednoczonych jako stypendysta Uniwersytetu w Princeton od 18 września 1962 r. do końca lipa br., tj. przez okres jednego roku akademickiego. Częścią uniwersytetu Princeton jest Szkoła Nauk Politycznych im. W. Wilsona, do której uczęszczałem. Wydział ten założony został w oparciu o „anonimowy” dar 30 mln. dolarów otrzymany przed kilku laty przez uniwersytet. Piszę „anonimowy” w cudzysłowiu, ponieważ powszechnie uważa się, że ogromna ta dotacja pochodzi z Departamentu Stanu, a jej źródło utrzymywane jest w tajemnicy, gdyż prywatny uniwersytet woli uchodzić za niezależny od Waszyngtonu. (…)
Dziesięciu cudzoziemców rocznie studiuje na koszt prywatnej fundacji założonej przez Alberta Parvina – bogatego przemysłowca z Kalifornii. Pierwszym stypendystą z Polski był tow. R. Krystosik /obecnie attache w Waszyngtonie/, ja zaś byłem jego następcą.
Uczęszczałem na obowiązkowe kursy pt. „Historia Stanów Zjednoczonych”. Zajęcia prowadzone były przez profesorów uniwersytetu Princeton. Poziom seminarium był różny, zależnie od wykładowców, jak również od przygotowania stypendystów z Afryki i Azji. W czasie zajęć wielokrotnie dochodziło do ostrych choć taktownych spięć politycznych. Było tak zawsze kiedy wykładowcy prezentowali rzeczywistość amerykańska jednostronnie, co zdarzało się często, lub pozwalali sobie na ataki pod adresem krajów socjalistycznych, pseudonaukowe dzielenie krajów na „otwarte i zamknięte, totalitarne i demokratyczne” etc. Początkowo przypuszczałem, że moim naturalnych sojusznikiem w tych debatach będzie stypendysta z Jugosławii, syn ambasadora jugosłowiańskiego w Indonezji. Niestety, wkrótce okazało się, że nie zamierza on brać udziału w sporach ideologicznych, poza wyjątkowo szowinistycznym chwaleniem Jugosławii. Przestrzeżony przezeń po jednej z pierwszych dyskusji bym nie podawał się w USA za komunistę – straciłem doń wszelkie zaufanie. (…)
Jako jedyny godzień uwagi krok jaki udało mi się uczynić dla propagandy spraw polskich uważam zorganizowanie odczytu przedstawiciela naszej Ambasady. Cotygodniowe tzw. forum w Princeton jest cyklem wykładów wybitnych osobistości. Zabierał tam głos Fidel Castro, w czasie mojego pobytu Adłai Stevenson, Robert Oppenbeimer, John Dos Passos i inni. Udało mi się przekonać władze uniwersyteckie, że byłoby interesującym zaprosić do wygłoszenia odczytu dyplomatę z kraju socjalistycznego. Propozycja ta przyjęta została życzliwie i delegowany przez Ambasadę tow. Frąckiewicz był pierwszym i jedynym dotychczas mówcą z kraju socjalistycznego zaproszonym do Princeton w ramach forum.
Z Ambasadą pozostawałem w ścisłym kontakcie. Przyjęto mnie nadzwyczaj mile, co zresztą dotyczy również naszego przedstawicielstwa do ONZ. Jesienią ub. roku na poufną prośbę naszej Ambasady napisałem list do prezydenta Kennedyego, odpis listu oddałem w Ambasadzie.
W czasie mojego pobytu miałem kilkakrotnie możliwość pośredniego zetknięcia się z dowodami penetracji władz bezpieczeństwa USA wokół mojej skromnej osoby. Mieszkający ze mną doktorant amerykański, zacności człowiek, po wyprowadzeniu się ode mnie został dokładnie przesłuchany. Również jego rodzina mieszkająca dokładnie na drugim końcu USA wypytywana była o szczegóły mojej działalności.
Mimo, że posiadałem ważny paszport i wizę, od przekroczenia granicy USA miałem trudności z władzami imigracyjnymi, które łącznie przetrzymywały mój paszport przez 4 miesiące. Odesłano mi go w końcu z oddziału Ministerstwa Spraw Wewnętrznych /Biura Rejestracji Cudzoziemców w Kewark, N.J./.
W czasie letnie podróży po USA zostałem aresztowany przez policję stanu Missisippi i przetrzymany wraz z dwoma towarzyszami podróży przez 30 godzin w areszcie. Dokładny opis zajścia przekazałem wkrótce potem Ambasadzie. (…)
W sumie uważam swój pobyt za bardzo pouczający. Sądzę, że gdyby fundacja im. Parvina zaproponowała w przyszłości stypendium dla dziennikarza polskiego – powinno się je przyjąć. Oprócz normalnych wymogów konieczna jest biegła znajomość angielskiego.
Na własną prośbę po powrocie do kraju przeszedłem do działu zagranicznego „Polityki”, gdzie pragnę specjalizować się w problematyce amerykańskiej.
Warszawa, 10 października 1965 r.


Warszawa, dnia 10 sierpnia 1964 r.
Tajne spec. znaczenia
NACZELNIK WYDZIAŁU VIII
DEPARTAMENTU II
w miejscu
RAPORT
w sprawie przekwalifikowania k.p. ps. „JOHN”
na tajnego współpracownika.
Lat 26. Narodowość żydowska. Obywatelstwo polskie. Pochodzenie społeczne inteligenckie.
Wykształcenie wyższe.
Zawód dziennikarz – publicysta.
Znajomość języków obcych: angielski, niemiecki i rosyjski.
Bezpartyjny. Mieszkaniec Warszawy.
Wymieniony został pozyskany do współpracy 4.I.1961 r. W początkowym okresie współpracy wymieniony miał wątpliwości, czy kontakt z nim nie wpływa ze względu na ewentualnie zastrzeżenia do jego osoby. Obecnie stosunki z „Johnem” są ułożone prawidłowo. Informuje nas chętnie. Wartość jego informacji stosunkowo duża.
Jako były stypendysta fundacji Fellowship University Princeton /stanu New Jersey/ i poważny publicysta, jest pożądanym gościem figurantów. Aktualnie utrzymuje kontakty: z Donnelly’m – sekretarzem politycznym, De Vecchi – II sekretarzem i Arnoldem – attache prasowym ambasady USA w Warszawie. Ze spotkań z nimi „John” dostarcza informacje przede wszystkim z dziedziny politycznych zainteresowań poszczególnych figurantów.
Biorąc pod uwagę powyższe, wnoszę o przekwalifikowanie k.p. ps. „John” na tajnego współpracownika.
St. Oficer Operacyjny
Wydz. VIII Dep II
/Z. Kokosza – mjr./


Warszawa, dnia 8 marca 1966 r.
TAJNE
Egz. Nr 3
NOTATKA SŁUŻBOWA
dot. Redaktora „POLITYKI”
Passent Daniel s. Bernarda i Izabeli zd. Nec, ur. 28.IV.1938 r. w Stanisławowie, narodowość żydowska, obywatelstwo polskie, pochodzenie społeczne – inteligencja pracująca, wykształcenie wyższe, zawód dziennikarz, znajomość języków: rosyjski, angielski i niemiecki, zatrudniony w redakcji „Polityka”, bezpartyjny, żonaty, zam. w Warszawie, ul. Hoża 19 m. 47
Wymieniony jest sierotą. Rodzice jego zginęli w czasie okupacji. Ojciec był z zawodu inżynierem agronomem, matka pielęgniarką. Po śmierci rodziców wymieniony pozostał pod opieką wujostwa, Anny i Jakuba Prawinów. Razem z Prawinami przebywał w Berlinie, gdzie Jakub Prawin był szefem Polskiej Misji Wojskowej.


14.06.1966
Passent, ściągnięty do pisma przez Granatowa, odgrywa pewną rolę ze względu na powiązania rodzinne ze środowiskiem Zambrowskiego /ożeniony jest z jego siostrzenicą/ i niektórzy pracownicy redakcji tym tłumaczą jego częste dziennikarskie wyjazdy za granicę. Bardzo zdolny dziennikarz, oczytany, włada biegle angielskim i francuskim. W zespole panuje ciche przeświadczenie, że Passent związany jest szerzej z wpływowym środowiskiem żydowskiego pochodzenia. Passent w redakcji nie wypowiada się na tematy partyjno-polityczne. Obecnie wyjechał służbowo do Wietnamu. Pozycja innych członków zespołu nie odgrywa w piśmie większej roli.


Warszawa, dnia 20 marca 1968 r.
TAJNE SPEC. ZNACZENIA
Egz. Nr 1
NOTATKA
(…)
D. Passent jest krewnym Romana Zambrowskiego, przez swoją żonę. Posiada on bardzo liczne kontakty wśród ludzi wysoko postawionych. Charakterystyczne jest, że posiada dość dużo pieniędzy, więcej niż na to wskazują jego oficjalne warunki. Przed kilku dniami Passent zaproponował tow. Z.S. pożyczkę kilku tysięcy złotych, mówiąc, że nie jest nawet zainteresowany w szybkim jej zwrocie. Tow. Z.S. pożyczki tej nie przyjął. (…)
Tadeusz WYZGAL – ppłk


Warszawa, dnia 29 marca 1968 r.
TAJNE
Egz. nr 1
NOTATKA
Dot. Sytuacji w redakcji „Polityka” na podstawie rozmowy z dnia 28.03.b.r.
(…)
– Jerzy Passent – mąż córki siostry Zambrowskiego. Sprytny i aktywnie działający. Ostrożny i podejrzliwy. Wymaga aktywnego zajęcia się jego osobą na odcinku ustalenia aktualnych kontaktów i powiązań syjonistycznych.
Z. SOBOZYNSKI MJR


Warszawa, dnia 30.IV.1968 r.
ŹRÓDŁO: „MARIA”
PRZYJĄŁ: WITKOWSKI
TAJNE SPEC. ZNACZENIA
INFORMACJA t. wsp.
Daniel Passent – sekretarz redakcji „Polityka”
Daniel Passent jest synem Prawina. Jego droga do dziennikarstwa i działalności politycznej jest typowa dla wielu dzieci z tzw. dobrych domów. W trakcie studiów został członkiem studenckiej organizacji przyjaciół ONZ. Członkowie tej organizacji stosunkowo łatwo uzyskują stypendia USA lub ONZ. I Passent taki stypendium otrzymał. Powrócił do Polski z dobrą znajomością angielskiego o resztę postarały się już ciotki rewolucji wierne przyjaciółki rodziny Prawina.
Do redakcji „Polityka” Passenta przywiodła Maria Rudkiewicz /zdanie Zygmunta Szligi/, albo Michał Radgowski i sam Rakowski indagowali w sprawie Passenta przez wykładowców INS-u /zdanie Jerzego Urbana/. W każdym razie Passent bywa używany przez M.F. Rakowskiego do kontaktów z ambasadą USA. Zdaniem Janusza Kolczyńskiego amerykańska ambasada przy typowaniu kandydatów na stypendia dla dziennikarzy polskich w USA chętnie zasięga rady Passenta.
Kasman – mówił to przy mnie Roman Szydłowski – lubił Passenta dawać w „Trybunie Ludu” za przykład wzorowego dziennikarza, którego powinni naśladować inni.
(…)
Passent /opinia Jerzego Urbana i Andrzeja Berkowicza/ ma bardzo wysokie zahaczenie w MSZ /teraz oczywiście będzie się mówiło, że jest przyjacielem Adama Kruczkowskiego, który przez parę lat był prezesem studenckiej organizacji przyjaciół ONZ, ale fakt ten wspominam na własnego nosa, bo znam środowisko/. Faktem jest, że kiedyś z Prawinem przyjaźnił się bardzo Naszkowski, Grosz, Zambrowski… Ludzie Passentowi nieprzychylni /Janusz Kolczyński, ale nie on jeden/ lubią się zastanawiać, jak doszło do tego, że Passent członek partii i dziennikarz PRL otrzymał amerykańską zgodę na kilkumiesięczny pobyt w Sajgonie /„Polityka” drukował serię artykułów Passenta z Południowego Wietnamu/.
„MARIA”


WYCIĄG
z protokołu przesłuchania podejrzanego Henryka Szlajfera z dnia 2 lipca 1968 r.
„Po zebraniu Adam Michnik, Irena Grudzińska, Barbara Toruńczyk, S. Blumsztajn, J. Lityński idą do Karola Modzelewskiego, a następnie na spotkanie do J. Andrzejewskiego. Z tego co wiem, u Andrzejewskiego są obecni – Jasienica, Bocheński, Lipski, Mencwel, Passent, Wirpsza. Ustalają, że w chwili wiecu literaci wystosują list do Rektora /był to ten, który czytał Gomułka/.
Jeszcze we wtorek, Eugeniusz Smolar rozmawiał z synem Sandauera, który miał ściągnąć na wiec 11-te klasy z liceum im. Narcyzy Żmichowskiej. Powiedział on, że jego ojciec wraz z innymi literatami /nie podał nazwisk/ postanowili poprzeć studentów. Tak w każdym bądź razie powiedział mi Gienek Smolar”.
Chwalca stanu wojennego
Młody Passent przez rok (od 1955 roku) studiował na sławetnym Uniwersytecie Żdanowa w Leningradzie, po czym przeniósł się na Uniwersytet Warszawski. W 1962 r. pojechał do Stanów Zjednoczonych na studia w Princeton. Tam entuzjazmował się murzyńskimi rewolucjonistami. Fascynacja ta zakończyła się zatrzymaniem go przez amerykańską policję wraz z dwoma innymi Europejczykami podejrzanymi o agitowanie Murzynów na rzecz komunistów. W 1966 r. był tłumaczem międzynarodowej misji rozjemczej w Sajgonie i Hanoi. W następnych latach w paszkwilancki sposób atakował Amerykanów za ich rolę w Wietnamie, prezydenta L. Johnsona nazywał „głównym twórcą wietnamskiej rzezi”. Anita Gargas przypomniała w „Gazecie Polskiej” z 28 lutego 1996 r., z jaką werwą Passent atakował liderów Polonii amerykańskiej, zarzucając im rzekome „szkalowanie kraju swoich ojców” w „chórze imperialistycznym, syjonistycznym czy innym”. Passent atakował Polonię za jej udział w krytyce komunistycznych rządów W. Gomułki. Równocześnie nie miał dość słów uznania dla działań lewicowego ruchu studenckiego na Zachodzie czy antyimperialistycznych buntów w Ameryce Łacińskiej, ze szczególną swadą wysławiając dzienniki jednego z czołowych tamtejszych rzeczników totalitaryzmu komunistycznego – Che Guevary. W czasie największego dynamizmu działań „Solidarności” w latach 1980-1981 Passent od początku stanął po „odpowiedniej” partyjnej stronie. Jak przypomniała A. Gargas we wspomnianym już tekście z „Gazety Polskiej”: „W okresie pierwszej ‚Solidarności’ Passent używał całego dziennikarskiego kunsztu, by zasiać wątpliwości wokół postulatów Sierpnia (strajki są szkodliwe, pomysł wolnych sobót – pochopny); groził konsekwencjami dążeń niepodległościowych (nie można odebrać komunistom władzy w środku Układu Warszawskiego, nie ryzykując rozlewu krwi bratniej)”.
(…)


Dodatki
Jak Passent aprobował „czystki” w prasie
„Niezależna Gazeta Polska” z 3 listopada 2006 r. przypomniała jeden z najbardziej ponurych faktów z życia D. Passenta – jego aprobatę dla brutalnych czystek w prasie doby stanu wojennego. Oto, co pisał Passent w „Polityce” z 1982 roku: „Zgadzam się z Urbanem, że wiarygodność pewnych ludzi, a także prasy po 13 grudnia wymagała, aby część aktywu odeszła, aby ludzie najbardziej krótkowzroczni i zacietrzewieni, którzy utracili poczucie rzeczywistości i stracili tę niezbędną dla dziennikarza kwalifikację, usunęli się, niekoniecznie na zawsze, ale przynajmniej na czas otrzeźwienia i kaca. Słowem – problem polityczno-kadrowy w dziennikarstwie istniał. Ani Urban, ani weryfikanci go nie wymyślili”. W kontekście tych uwag Passenta o „krótkowzrocznych i zacietrzewionych dziennikarzach” przypomnijmy, że w dobie stanu wojennego z pracy w mediach usunięto prawdziwy kwiat polskiego dziennikarstwa. Przy różnych okazjach Passent starał się maksymalnie usprawiedliwić wprowadzenie stanu wojennego. W tekście „Chwytanie równowagi” („Polityka” z 1 października 1983 r.) z werwą akcentował: „Wprowadzenie stanu wojennego powstrzymało upadek kraju i to jest już historycznym krokiem tego rządu (…). Realnej lepszej alternatywy nie było”. Jacek Kaczmarski dedykował Passentowi piosenkę zaczynającą się od słów: „Jestem postacią na wskroś tragiczną. Najtrudniejszegom dokonał wyboru. Między obozem dla nieprawomyślnych, a honorami i łaską dworu”.
Przez całe lata jaruzelszczyzny Passent zajadle rzucał się na publikacje opozycyjne w kraju i za granicą, próbując maksymalnie wyszydzić i skompromitować ich autorów. Jeszcze w 1989 roku Jerzy Szperkowicz zdumiewał się na łamach „Gazety Wyborczej” (nr z 7 grudnia 1989 r., pt. „Dlaczego Passent to robi?”), pisząc o zajadłości, „z jaką red. Passent wyszydza i pomniejsza wszelkie alty niezależności duchowej, wszelkie odruchy niepogodzenia, wszelkie zwycięstwo godności osobistej nad uległością. Po wznowieniu ‚Polityki’ w stanie wojennym Autor oddawał się wyśmiewaniu własnych kolegów, którzy wzgardziwszy szansą bezpiecznej egzystencji pod skrzydłami współsprawcy stanu wojennego Mieczysława F. Rakowskiego opuścili redakcję”. Atakując opozycjonistów, Passent tym mocniej wychwalał publicystykę Rema (Urbana) w ogromniastym tekście „Od przekory do polityki”, „Polityka” z 19 stycznia 1985 roku. W „Tu i teraz” (nr 31 z 1982 r.) Passent dał swoisty wykład „agresywnego konformizmu”, jak to określono w jezuickim „Przeglądzie Powszechnym” (nr 2 z 1983 r.). Pisał tam m.in., że nie wierzy w Boga, nie wierzy w żaden system myślowy, wierzy tylko w maszynę do pisania. Nawiązując do tej tak spektakularnej ideologii passentowego konformizmu, słynny felietonista katolicki Stefan Kisielewski (Kisiel) pisał, iż: „Passent (…) wyraźnie chce służyć na WSZYSTKICH NOWYCH ETAPACH”. („Tygodnik Powszechny” z 31 lipca 1988 r.).
(…)
Warto przytoczyć tu ostrą ripostę, z jaką spotkał się ten tekst Passenta w artykule Lecha Dymarskiego „Anatomia tupetu” w „Tygodniku Solidarność” z 1 listopada 1991 roku. Dymarski zapytywał, jakie prawa do pouczania byłych kolegów, którzy odrzucili stan wojenny, ma Passent, który „inaczej niż koledzy poparł stan wojenny (…). Tupet, ludzie, tupet zsowietyzowanego umysłu nie zna miary! Kilka lat temu, gdy odrodziło się Stowarzyszenie Dziennikarzy Polskich, na zebraniu członków, przerwał dyskusję o kryteriach naboru jeden młody, zdolny: ‚Nie ma co dalej dywagować, proszę państwa, bo powiedzmy sobie szczerze – każdy umoczył’. Zerwał się starszy, taki raczej dziwak, z krzykiem: ‚Mówić w swoim imieniu, psiakrew!'”.
(…)
Można by długo wyliczać przykłady niebywałych popisów stronniczości Passenta w jego atakach na ludzi pragnących głębokich zmian dekomunizacyjnych. By przytoczyć chociażby jego tekst „Partia nienawiści” („Polityka” z 4 maja 1991 r.) zajadle piętnujący zwolenników dekomunizacji, oskarżający ich o „nietolerancję, brak poszanowania wszelkich reguł i umów”, etc., etc.!
Tropiciel „antysemityzmu”
Warto przypomnieć jeszcze jedną cechę dość szczególnego pisarstwa Passenta, który po odejściu z „Polityki” M.F. Rakowskiego stał się faktycznym „mózgiem” tej redakcji w latach 80. i na początku lat 90. To Passent był głównym odpowiedzialnym za kontynuowanie skrajnie antynarodowej linii w „Polityce”, za rozliczne publikacje tropicieli polskiego „nacjonalizmu” i „antysemityzmu” typu Kałużyńskiego, Garlickiego, Grońskiego, Toeplitza czy Koźniewskiego. To Passent od lat zaprzyjaźniony z autorem antypolskiego „Malowanego ptaka”, żydowskim pisarzem hochsztaplerem Jerzym Kosińskim zrobił najwięcej dla jego skrajnego rozreklamowania w Polsce (por. osławiony tekst Passenta w „Polityce” z 30 maja 1987 r. „Życie, dziękuję ci za Kosińskiego”). Trzeba przyznać, że Passent wciąż uparcie bronił Kosińskiego również w latach 90. pomimo całkowitego zdemaskowania jego oszustw w USA (por. np. pełny tupetu tekst Passenta: Zamach na Kosińskiego, „Polityka” z 6 maja 1995 r.). Passent należał do panegirycznych chwalców skrajnego tropiciela „polskiego antysemityzmu” Jana Błońskiego. Wysławiał go za jego haniebny atak na Zofię Kossak-Szczucką (por. tekst Passenta: Sprawiedliwy z Krakowa, „Polityka” z 3 września 1994 r.). Passent gwałtownie przeciwstawiał się sugestiom, by deportować z Polski chorego z nienawiści do Polaków rabina A. Weissa, twierdząc, że „ludzi o odmiennej tradycji niekoniecznie trzeba zaraz odstawiać na Okęcie i deportować z Polski”. Mimo że chodziło o nieposiadającego polskiego obywatelstwa amerykańskiego rabina, awanturnika-recydywistę. Dużo wcześniej, w 1985 r., ze względów politycznych, ten sam Passent nie miał żadnych skrupułów, gdy chodziło o poparcie, zablokowania wjazdu do Polski dla posiadającego obywatelstwo polskie, ale opozycyjnego S. Blumsztajna (tę dwulicowość zachowań Passenta wypomniano mu nawet w „Gazecie Wyborczej” z 5 września 1994 r.).
Postkomuniści hojnie nagrodzili zajadłą walkę Passenta z rzecznikami dekomunizacji i zwolennikami prawdziwie przełomowych zmian w Polsce. Wysłano go na ambasadora do Chile. Po powrocie Passent „wsławił się” m.in. ordynarną napaścią na czołową postać Polonii w Południowej Ameryce, tak zasłużonego dla jej rozwoju Jana Kobylańskiego.
Profesor Jerzy Robert Nowak
(fragmenty)


Jakub Prawin

(ur. 18 kwietnia 1901 r. w Tarnowie, zm. 7 lipca 1957 r. w Warszawie) – doktor ekonomii, 

generał brygady Wojska Polskiego. Komunista pochodzenia żydowskiego.
Wuj i wychowawca Daniela Passenta, dziennikarza tygodnika „Polityka”, dyplomaty.
Syn zawiadowcy stacji kolejowej, ukończył gimnazjum w Tarnowie. Pod wpływem nauczycieli gimnazjum stał się socjalistą. W 1920 uniknął poboru do wojska i przedostał się do Wiednia. Tam ukończył studia prawnicze (uzyskał tytuł doktora nauk prawnych), a także studia w Wyższej Szkole Handlu Zagranicznego w Wiedniu. Studiował równolegle biologię i antropologię. W Wiedniu związał się z ruchem komunistycznym – Związkiem Młodzieży Komunistycznej. Interesował się muzyką. Grał na skrzypkach i fortepianie.
Po powrocie do Polski w 1928 (skorzystał z amnestii), pracował w firmach ubezpieczeniowych, we włoskiej firmie handlowej jako przedstawiciel na Polskę. Bronił praw związków zawodowych. W 1931 wstąpił do Komunistycznej Partii Polski. Od 1935 był więziony w Berezie Kartuskiej za działalność wywrotową. We wrześniu 1939 uciekając przed Niemcami trafił do Lwowa, gdzie działał na rzecz komunistów. Przyjęty do WKP(b) z zaliczeniem stażu w KPP.
W 1941 uciekał przed Niemcami, wcielony do Armii Czerwonej. Jako żołnierz Armii Czerwonej walczył w bitwie pod Stalingradem. Za bitwę mianowany do stopnia majora. W 1943 w stopniu majora odkomenderowany do 1 Dywizji Piechoty im. Tadeusza Kościuszki. Służył w kwatermistrzostwie, w wydziale oświatowym 1 Dywizji, następnie zastępca dowódcy 1 Dywizji Piechoty im. Tadeusza Kościuszki ds. polityczno-wychowawczych. Ranny w bitwie pod Lenino. Pułkownik z 1944.
Po wypadku, od września 1944 odkomenderowany do służby państwowej. W latach 1944-1945 był dyrektorem departamentu w Ministerstwie Skarbu i dyrektorem departamentu ds. kolejnictwa w Ministerstwie Komunikacji. Jako Pełnomocnik Rządu Polskiego (mianowany 26 lutego 1945) przy 3 Froncie Białoruskim, a następnie Pełnomocnik Rządu na Okręg Warmińsko-Mazurski w dniu 23 marca 1945 o godz. 12.00 przejął administrację Warmii i Mazur. Od 23 maja 1945 do listopada 1945 był pierwszym wojewodą olsztyńskim. W listopadzie 1945 skierowany do Berlina na stanowisko szefa Polskiej Misji Wojskwej w Berlinie. Na tym stanowisku w 1946 mianowany generałem brygady.
(za Wikipedia)
CYTATY
Passent to Goebbels PZPR
Wystarczy przejść się do biblioteki i przeczytać dowolne jego felietony z lat 70-tych i 80-tych. Człowiek, który zasiał więcej zła niż niejeden SB-ek. A jego najlepszymi kumplami byli Rakowski i Urban. Wszyscy oni wyprodukowali tylko wymiociny.
P. Passent…
Panie Passent, ludzie pana pokroju nie mają honoru. To fakt. Ale zaoszczędź nam pan wspomnień pana roli w minionej epoce. Usuń się pan w cień, bo przywołujesz najgorsze upiory!
(fragmenty)


Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s